W Valdebebas mówią wprost: „Najlepszy transfer siedzi na ławce”
W Valdebebas coraz lepiej oceniają powrót José Mourinho. Trener zmienił zasady, odzyskał szatnię i szybko przekonał władze Realu.
Real Madryt przeprowadził latem kilka dużych operacji i mocno przebudował kadrę. Mimo tego największe pochwały w Valdebebas ma obecnie zbierać człowiek, który nie potrzebował prezentacji z koszulką. Według „AS-a” wewnątrz klubu coraz częściej powtarzana jest opinia, że najlepszym transferem okazał się José Mourinho.
Portugalczyk wracał do Madrytu w atmosferze dalekiej od jednomyślnego zachwytu. Pierwsza kadencja przyniosła mistrzostwo Hiszpanii, Copa del Rey i pamiętne wojny prowadzone niemal na wszystkich dostępnych frontach. Mourinho z 2026 roku miał jednak wejść do Valdebebas w nieco inny sposób. Nadal stawia wysokie wymagania, lecz więcej rozmawia, wyjaśnia swoje decyzje i próbuje przekonywać zawodników zamiast budować pozycję wyłącznie za pomocą twardej ręki.
Jak opisuje „AS”, Mourinho zmienił codzienne nawyki, zasady i sposób funkcjonowania pierwszego zespołu. Jednym z jego głównych celów było odbudowanie szacunku zawodników do klubowego herbu, ale również wzajemnego respektu wewnątrz szatni.
Trener miał indywidualnie przedstawić piłkarzom, czego od nich oczekuje. Zawodnicy, których początkowo widział poza swoim projektem, otrzymali możliwość zmiany jego zdania. Nie było publicznego skreślania ani wielkiego czyszczenia szatni. Mourinho najpierw ustawił wymagania, a dopiero później zaczął oceniać reakcję zespołu.
To szczególnie istotne po dwóch poprzednich projektach. Według relacji hiszpańskiego dziennika Xabi Alonso nie zdołał zbudować odpowiedniej więzi z zespołem, a wraz z pogarszaniem się relacji między trenerem i klubem część piłkarzy zaczęła się odłączać. Álvaro Arbeloa próbował opanować sytuację, lecz również nie znalazł trwałego porozumienia z szatnią.
Mourinho miał odwrócić ten proces. Otrzymał pełne wsparcie władz Realu, ale nie wykorzystał go do natychmiastowego ustawienia wszystkich pod ścianą. Zamiast tego postawił na rozmowę, konkretne role i odzyskanie kontroli nad codzienną pracą drużyny. Na razie szatnia odpowiada zaangażowaniem.
Pierwsze wyniki pomagają budować nową atmosferę. Real rozpoczął sezon od zwycięstwa 2:1 nad Espanyolem, zapewnionego dopiero w końcówce, a później pokonał Real Sociedad 4:1. W drugim z tych spotkań hat-tricka zdobył Kylian Mbappé, natomiast Vinícius dołożył gola i asystę. Drużyna nie wygląda jeszcze jak ukończony projekt, ale potrafiła przetrwać trudniejsze momenty i zdecydowanie podnieść poziom po przerwie.
Sam Mourinho również nie ukrywa zadowolenia. Przed spotkaniem z Málagą powiedział, że nie mógłby być bardziej zadowolony z pracy wykonywanej przez piłkarzy. Podkreślił przy tym szerokość kadry i możliwość zastępowania zawodników bez poważnego obniżania jakości zespołu.
Jednym z pierwszych życzeń Mourinho miał być Bernardo Silva. Portugalczyk został sprowadzony z myślą o wykorzystaniu go w środku pola, a początki tej współpracy są wewnątrz klubu oceniane pozytywnie. Był to wybór trenera, który nie szukał wyłącznie kolejnego głośnego nazwiska, lecz konkretnego zawodnika do kontrolowania gry.
Na ostateczne oceny jest oczywiście za wcześnie. Real rozegrał dopiero dwa mecze LaLigi, a największe testy dopiero nadejdą. Sam „AS” przyznaje, że werdykt wyda boisko. Początek wystarczył jednak, aby krytyka towarzysząca zatrudnieniu Portugalczyka ustąpiła miejsca przekonaniu, że klub podjął właściwą decyzję.
Real sprowadził nowych obrońców, pomocników i napastników. Największą zmianę miał jednak przeprowadzić człowiek stojący przy linii bocznej. Mourinho nie zdobył jeszcze żadnego trofeum podczas swojej drugiej kadencji, ale odzyskał coś, czego w Valdebebas wyraźnie brakowało: szatnię, która ponownie słucha trenera.
Dlatego najlepszy transfer ma siedzieć na ławce. Chociaż José Mourinho zapewne szybko przypomniałby, że podczas meczu przeważnie stoi.
