„Julián, odejdź”. Barcelona jeszcze nie kupiła Álvareza, a w Madrycie już rozwieszają transparenty
FC Barcelona nie osiągnęła porozumienia z Atlético Madryt, Julián Álvarez nadal nie zmienił klubu, a jego klauzula odstępnego wciąż wynosi 500 milionów euro. Spokojnie? Oczywiście, że nie. Saga zdążyła już wejść w etap transparentów, przekreślonych numerów i otwartego konfliktu z częścią kibiców.
Przed ośrodkiem treningowym Atlético pojawiły się napisy „Julián fuera”, czyli „Julián, odejdź”, oraz przekreślony numer 19. Za akcję odpowiada grupa kibicowska Frente Atlético. Zdjęcia zostały opublikowane w mediach społecznościowych i szybko zaczęły krążyć wśród hiszpańskich dziennikarzy.
Nie był to pierwszy sygnał, że cierpliwość części trybun się skończyła. Podczas ligowego spotkania z Málagą dało się usłyszeć obraźliwe przyśpiewki pod adresem Álvareza, a w okolicach Metropolitano pojawił się wymierzony w niego transparent. Argentyńczyka zabrakło w kadrze Atlético, choć Diego Simeone tłumaczył to późniejszym powrotem zawodnika po mistrzostwach świata i koniecznością nadrobienia przygotowań.
Atlético wygrało 2:0, ale nie zakończyło to dyskusji o przyszłości napastnika. Wręcz przeciwnie. Klub przez całe lato przekonywał, że Álvarez nie jest na sprzedaż. Miguel Ángel Gil Marín deklarował nawet, że nie przyjmie za niego 100, 150 ani 200 milionów euro. Barcelona dostała bardzo wyraźny komunikat: negocjacji nie będzie.
Teraz część kibiców wysyła komunikat w dokładnie przeciwnym kierunku. Klub chce zatrzymać zawodnika za wszelką cenę, a pod jego ośrodkiem treningowym pojawiają się wezwania, żeby odszedł. Znakomicie poukładana sytuacja. Brakuje już właściwie tylko dwóch oficjalnych komunikatów opublikowanych tego samego dnia, które będą sobie przeczyć.
Álvarez nie ogłosił publicznie, że wybiera Barcelonę. Nie ma także potwierdzonego porozumienia między klubami. Informacje o jego preferencjach oraz zainteresowaniu ze strony Katalończyków pochodzą z mediów i należy je oddzielić od tego, co rzeczywiście wiadomo. A wiadomo, że relacja zawodnika z częścią kibiców Atlético wyraźnie się pogorszyła.
Barcelona wciąż rozgląda się za nowym środkowym napastnikiem i jest regularnie łączona z Argentyńczykiem. Paradoks polega na tym, że nie musiała jeszcze doprowadzić transferu nawet w pobliże ostatniej prostej, żeby w Madrycie zrobiło się naprawdę gorąco.
Atlético może zablokować negocjacje, zasłonić się kontraktem i przypominać o klauzuli wynoszącej pół miliarda euro. Trudniej będzie jednak udawać, że po całym tym lecie Álvarez zwyczajnie wróci do drużyny, strzeli kilka goli i wszyscy zapomną, co wisiało przed ośrodkiem treningowym.
