Lamine Yamal w najgorszym położeniu na ziemi. Nikt nie ma tak ciężko
W programie „El Larguero” Eduardo Iturralde González ogłosił, że Lamine Yamal znalazł się właściwie w centrum hiszpańskiej wojny cywilizacyjnej. Jest muzułmaninem, jest czarnoskóry i gra w Barcelonie, więc — zdaniem byłego sędziego — „połowa kraju tylko na niego czeka”. Jeszcze chwila i okaże się, że każde nieudane dośrodkowanie skrzydłowego jest elementem politycznej kampanii, a ocena 6/10 po meczu wymaga interwencji ONZ.
Manu Carreño próbował nieco uspokoić sytuację, przypominając, że większość Hiszpanów jest Yamalem zachwycona, a podczas EURO jego koszulki nosili kibice w całym kraju. Axel Torres przyznał jednak, że w mediach społecznościowych rzeczywiście istnieje grupa atakująca zawodnika z powodów niemających wiele wspólnego z futbolem. I to jest realny problem, którego nie należy lekceważyć. Problem zaczyna się wtedy, gdy w barcelońskiej narracji każda sportowa krytyka automatycznie zostaje awansowana do rangi prześladowania państwowego.
Bo faktycznie — nikt nie ma tak ciężko jak Lamine. Zaledwie 19 lat, numer „10” w Barcelonie, status światowej gwiazdy, 149 oficjalnych spotkań i 49 goli dla pierwszej drużyny. W poprzednim sezonie ligowym dołożył 16 bramek i 11 asyst. Prawdziwy dramat młodego człowieka: trofea, milionowy kontrakt, okładki gazet i cały klub gotowy tłumaczyć każde słabsze zagranie sytuacją społeczno-polityczną.
Yamal niewątpliwie mierzy się z ogromną presją oraz obrzydliwymi komentarzami, ale Barcelona właśnie odkryła kolejną dyscyplinę, w której może zostać mistrzem świata — produkowanie największej ofiary z największej gwiazdy. Od teraz Lamine nie traci piłki. Lamine jedynie ugina się pod ciężarem całego społeczeństwa.
