Licząc na Cud
Ansu Fati definitywnie odchodzi z FC Barcelony. Piłkarz, który miał być twarzą nowej ery, następcą Messiego i symbolem La Masii, ląduje w Monaco za 11 mln euro.
Barcelona oczywiście nie byłaby sobą, gdyby przy okazji nie zostawiła sobie małej nadziei na przyszłość. Klub zachował 20% od kolejnej sprzedaży zawodnika, czyli klasycznie: dziś kasa potrzebna od razu, jutro może jeszcze coś skapnie.
Historia Fatiego jest dla Barçy wyjątkowo bolesna, bo jeszcze kilka lat temu przedstawiano go jako projekt na dekadę. Numer 10, wielkie oczekiwania, zachwyty, narracja o nowym liderze. A kończy się transferem za kwotę, za którą wielkie kluby kupują rezerwowego bocznego obrońcę.
Na Camp Nou mogą mówić o rozsądnej decyzji, problemach zdrowotnych i nowym rozdziale. Ale prawda jest brutalna: kolejny wielki talent Barcelony odchodzi, zanim naprawdę zdążył udźwignąć legendę, którą klub sam mu założył na plecy.
Barça żegna następcę Messiego. I zostawia sobie 20%, bo może kiedyś Monaco sprzeda marzenie drożej niż oni potrafili.
