Vlahović Pcha się do Barcelony
Barcelona potrzebuje napastnika. Najlepiej takiego, który od razu podniesie poziom, strzeli gole i da Flickowi realną jakość w ataku. Dlatego od tygodni na Camp Nou marzą o Juliánie Álvarezie. Problem w tym, że marzenia Barcelony mają jedną wadę — zwykle kosztują więcej niż klub chciałby przyznać publicznie.
I właśnie w takim momencie swoją kandydaturę ma zgłaszać Dušan Vlahović. Jak informuje Mundo Deportivo, Serb podejmuje ostatnią próbę, by trafić do Barcelony. Jego kontrakt z Juventusem wygasa 30 czerwca, więc na papierze brzmi to jak klasyczna okazja: napastnik za darmo, znane nazwisko, duży potencjał marketingowy i transfer, który można sprzedać kibicom jako „inteligentny ruch”.
Tylko że „za darmo” w futbolu bardzo często oznacza: bez kwoty transferu, ale z pensją, premią za podpis i całą resztą kosztów, które jakoś przypadkiem pojawiają się małym drukiem. Według doniesień Vlahović mógłby oczekiwać około 8 milionów euro rocznie oraz nawet 15 milionów euro za sam podpis.
Sportowo też trudno mówić o kandydacie idealnym. Barcelona szuka profilu bardziej mobilnego, dynamicznego i pasującego do gry Flicka. Vlahović to inny typ napastnika, a jego ostatnie liczby w Serie A nie rzucają na kolana — 7 goli w 19 meczach. W Lidze Mistrzów wyglądało to lepiej, ale nadal trudno udawać, że mówimy o piłkarzu, który ma z marszu rozwiązać wszystkie problemy w ataku.
W klubie Serb nie jest postrzegany jako kandydat na podstawowego napastnika. Bardziej jako opcja awaryjna, zmiennik, ewentualnie uzupełnienie kadry, jeśli temat Álvareza utknie, a sytuacja Ferrana Torresa nadal będzie niepewna.
Czyli klasyczna Barcelona: na pierwszym planie wielkie nazwisko z Atlético, w tle kalkulator, a za rogiem darmowy transfer, który po doliczeniu pensji i premii wcale nie musi być taki darmowy.
Vlahović czeka. Juventus czeka. Barcelona monitoruje. A kibice już dobrze wiedzą, że kiedy na Camp Nou zaczyna się mówić o „okazji rynkowej”, portfel i tak zaraz zaczyna płakać.
